Rakiety 'Made by MESKO' w Czeczenii
Dwa przeciwlotnicze zestawy rakietowe polskiej produkcji znaleziono w Czeczenii - wideo z operacji pokazała na swoich stronach rosyjska gazeta "Izwiestija". - Przemyt broni uprawiany jest na całym świecie, ale że polski rząd miał wiedzieć o pociskach to bzdura - ocenia Wojciech Jagielski, korespondent "Gazety" m.in. w Czeczeni.
Moskiewska gazeta podaje, że są to zestawy GROM (produkowane w skarżyskim MESKO - przyp. skarzysko24.pl) stanowiące odpowiednik rosyjskich zestawów Igła. - Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że do Czeczenii trafiły one z Gruzji, która zakupiła je w Polsce za pośrednictwem Ukrainy. A cały ten łańcuszek prawdopodobnie był kontrolowany przez służby specjalne USA - czytamy w dzienniku. Nie tylko Waszyngton miał być zaangażowany we wspieranie czeczeńskich bojowników. - Polska należy do NATO, więc jest wątpliwe, by dostawy przeciwlotniczych zestawów rakietowych szły bez akceptacji Brukseli - napisali rosyjscy dziennikarze.
Jeden z zestawów - według nich - był już użyty, drugi - gotowy do użycia. Nie wiadomo przy tym, ile takich zestawów trafiło w ręce czeczeńskich bojowników.

Udział polskiego rządu to bzdura
- To, że broń - nawet polska - znalazła się w Czeczenii, to jest oczywiście możliwe. Przemyt broni jest uprawiany na całym świecie - komentował dla TVN24 Wojciech Jagielski, dziennikarz "Gazety Wyborczej". - Że była to operacja przeprowadzona przez amerykański siły specjalne, w której uczestniczył rząd Ukrainy i Polski, to jest oczywiście bzdura.
Według dziennikarza, jest mało prawdopodobne, by sprawa położyła się cieniem na relacjach polsko-rosyjskich.
Rosyjskie samoloty w niebezpieczeństwie
Zestawy znaleziono 10 października w górskiej wsi Childecharoj, w pobliżu granicy z Gruzją. Były ukryte w schowku z amunicją i prowiantem. Wcześniej, jeszcze w sierpniu, rosyjscy piloci patrolujący obszar mieli odnotować wystrzelenie rakiety ziemia-powietrze. Samolot nie doznał żadnej szkody, bo leciał na dużej wysokości. Sama rakieta uległa samozniszczeniu. - Wystrzelenie rakiety oznaczało, że rebelianci znów weszli w posiadanie przeciwlotniczych zestawów rakietowych, a lotnictwo nad Czeczenią nie może czuć się bezpiecznie - uznali rosyjscy dziennikarze.
jjb/iga
Tytuł oryginalny :"Izwiestija": Polskie rakiety znalezione w Czeczenii

Jeden z zestawów - według nich - był już użyty, drugi - gotowy do użycia. Nie wiadomo przy tym, ile takich zestawów trafiło w ręce czeczeńskich bojowników.

Udział polskiego rządu to bzdura
- To, że broń - nawet polska - znalazła się w Czeczenii, to jest oczywiście możliwe. Przemyt broni jest uprawiany na całym świecie - komentował dla TVN24 Wojciech Jagielski, dziennikarz "Gazety Wyborczej". - Że była to operacja przeprowadzona przez amerykański siły specjalne, w której uczestniczył rząd Ukrainy i Polski, to jest oczywiście bzdura.
Według dziennikarza, jest mało prawdopodobne, by sprawa położyła się cieniem na relacjach polsko-rosyjskich.
Rosyjskie samoloty w niebezpieczeństwie
Zestawy znaleziono 10 października w górskiej wsi Childecharoj, w pobliżu granicy z Gruzją. Były ukryte w schowku z amunicją i prowiantem. Wcześniej, jeszcze w sierpniu, rosyjscy piloci patrolujący obszar mieli odnotować wystrzelenie rakiety ziemia-powietrze. Samolot nie doznał żadnej szkody, bo leciał na dużej wysokości. Sama rakieta uległa samozniszczeniu. - Wystrzelenie rakiety oznaczało, że rebelianci znów weszli w posiadanie przeciwlotniczych zestawów rakietowych, a lotnictwo nad Czeczenią nie może czuć się bezpiecznie - uznali rosyjscy dziennikarze.
jjb/iga
Tytuł oryginalny :"Izwiestija": Polskie rakiety znalezione w Czeczenii
