Dwie starsze panie straciły swoje oszczędności
79-letnia mieszkanka Skarżyska straciła cztery tysiące złotych, tyle samo - 80-letnia mieszkanka Ostrowca. Obie do domów wpuściły człowieka, który wmówił im, że mają dostać pieniądze z Unii Europejskiej.
Najpierw oszust we wtorek w ubiegłym tygodniu - pojawił się w mieszkaniu 79-letniej kobiety w Skarżysku. Powiedział jej, że dostanie dofinansowanie z Unii Europejskiej, ale najpierw musi pokazać, czy ma cztery tysiące złotych. Starsza pani ze słoika po musztardzie wyjęła i pokazała mężczyźnie swoje oszczędności - cztery tysiące złotych i 202 dolary. Gospodyni nie zaniepokoiło nawet to, że wypytywał ją o córkę, której ona nigdy nie miała. Zajął kobietę rozmową tak, że dopiero po jego wyjściu zorientowała się, iż wraz z nim znikły pieniądze.
- Apelujemy do starszych ludzi, żeby nie wpuszczali do swoich domów obcych ludzi, choćby mieli dla nich najbardziej interesujące propozycje, bo może się okazać, że to złodzieje i oszuści - mówi Maria Szwarc, oficer prasowy skarżyskiej policji.
- Dzielnicowi będą docierać do starszych mieszkańców indywidualnie i ostrzegać ich.
Niemal dokładnie taka sama historia rozegrała się także tego samego dnia w Ostrowcu Świętokrzyskim. Tu 80-letnia kobietę nieznany jej człowiek zaczepił przed domem. Pytał, czy skończyła 80 lat i czy jest emerytką, bo jeśli tak - przekonywał - to należy jej się 10 tysięcy złotych z Unii Europejskiej. Przedstawiał się jako pracownik jakiegoś bliżej nie określonego urzędu gminy. Przed oczami pomachał kobiecie jakimś kwitem. Zastrzegał, że - by dostać pieniądze - najpierw trzeba pokazać 4,5 tysiąca. Traf chciał, że 80-latka niedawno wypłaciła z banku cztery tysiące.
- Zaprosiła mężczyznę do mieszkania, rozmawiali w kuchni. Obcy poprosił gospodynię o pokazanie dowodu. Wtedy z pokoju przyniosła dokument - relacjonuje Agnieszka Włodarska z biura prasowego świętokrzyskiej policji. Później rozmowa zeszła na okna i ich wymianę - prawdopodobnie intruz chciał mieć pretekst, by rozejrzeć się po mieszkaniu. I rzeczywiście, 80-latka poprowadziła go do pokoju, a tam na stole leżał portfel z pieniędzmi. Dopiero po wyjściu obcego zorientowała się, że portmonetka i oszczędności - cztery tysiące złotych - zniknęły.
Najpierw oszust we wtorek w ubiegłym tygodniu - pojawił się w mieszkaniu 79-letniej kobiety w Skarżysku. Powiedział jej, że dostanie dofinansowanie z Unii Europejskiej, ale najpierw musi pokazać, czy ma cztery tysiące złotych. Starsza pani ze słoika po musztardzie wyjęła i pokazała mężczyźnie swoje oszczędności - cztery tysiące złotych i 202 dolary. Gospodyni nie zaniepokoiło nawet to, że wypytywał ją o córkę, której ona nigdy nie miała. Zajął kobietę rozmową tak, że dopiero po jego wyjściu zorientowała się, iż wraz z nim znikły pieniądze.
- Apelujemy do starszych ludzi, żeby nie wpuszczali do swoich domów obcych ludzi, choćby mieli dla nich najbardziej interesujące propozycje, bo może się okazać, że to złodzieje i oszuści - mówi Maria Szwarc, oficer prasowy skarżyskiej policji.
- Dzielnicowi będą docierać do starszych mieszkańców indywidualnie i ostrzegać ich.
Niemal dokładnie taka sama historia rozegrała się także tego samego dnia w Ostrowcu Świętokrzyskim. Tu 80-letnia kobietę nieznany jej człowiek zaczepił przed domem. Pytał, czy skończyła 80 lat i czy jest emerytką, bo jeśli tak - przekonywał - to należy jej się 10 tysięcy złotych z Unii Europejskiej. Przedstawiał się jako pracownik jakiegoś bliżej nie określonego urzędu gminy. Przed oczami pomachał kobiecie jakimś kwitem. Zastrzegał, że - by dostać pieniądze - najpierw trzeba pokazać 4,5 tysiąca. Traf chciał, że 80-latka niedawno wypłaciła z banku cztery tysiące.
- Zaprosiła mężczyznę do mieszkania, rozmawiali w kuchni. Obcy poprosił gospodynię o pokazanie dowodu. Wtedy z pokoju przyniosła dokument - relacjonuje Agnieszka Włodarska z biura prasowego świętokrzyskiej policji. Później rozmowa zeszła na okna i ich wymianę - prawdopodobnie intruz chciał mieć pretekst, by rozejrzeć się po mieszkaniu. I rzeczywiście, 80-latka poprowadziła go do pokoju, a tam na stole leżał portfel z pieniędzmi. Dopiero po wyjściu obcego zorientowała się, że portmonetka i oszczędności - cztery tysiące złotych - zniknęły.
saba
