Paryska 232A | Skarżysko-Kamienna +48 663 01 55 99 kontakt@skarzysko24.pl

Skandal podczas ćwiczeń w Skarżysku

Uczestniczący w nim urzędnicy zabawiali się grą w ruletkę i bilard. Zamiast żołnierskiego posiłku było wystawne przyjęcie.

We wtorek (21.10 - przyp. skarzysko24.pl) w Skarżysku - Kamiennej przeprowadzono ćwiczenia na wypadek wojny. Jak się okazuje, obrońcy Ojczyzny mogą się spodziewać nie tylko krwi i potu, ale także suto zastawionych stołów i imprezy w eleganckich warunkach. Za wszystko zapłacił Urząd Wojewódzki, czyli my - podatnicy.

Polska jest członkiem Paktu Północno Atlantyckiego. Mamy potężnych przyjaciół i nic nam nie grozi. Ale strzeżonego pan Bóg strzeże. Raz na cztery lata w każdym powiecie przeprowadzana jest gra wojenna, która ma sprawdzić, jak terenowe władze cywilne dadzą sobie radę w sytuacji zagrożenia. Z tej okazji w powiecie skarżyskim przeprowadzono manewry pod kryptonimem "Milica 2008”. Nie bez przyczyny, Skarżysko - Kamienna jest ważnym obiektem strategicznym. Są tu przecież zakłady produkujące nowoczesną amunicję, przez miasto przebiega krajowa droga K-7 przecinająca kraj od południa na północ, w końcu Skarżysko to jeden z największych w Polsce węzłów kolejowych. W razie wojny gród nad Kamienną na pewno stałby się celem ataku i to nie jest żart. Zdawały sobie z tego sprawę władze Polski Ludowej. Za komuny w Skarżysku pobudowano żelbetowe bunkry, gdzie dziś popijają żule. Szpital ma podziemia, gdzie w razie potrzeby można urządzić wojskowy szpital.

OLANDIA ATAKUJE


Plany manewrów były tajne. Uczestniczyli w nich tylko ludzie, posiadający certyfikaty tajności, przedstawiciele najważniejszych wydziałów starostwa powiatowego, z szefami sztabu, starostą Jerzym Żmijewskim i wicestarostą Leszkiem Lepiarzem na czele, policjanci, strażacy i szefowie gmin Skarżysko - Kamienna i Bliżyn, na terenie których odbywały się ćwiczenia. Dowiedzieliśmy się, że przewidziano atak wroga na nasz kraj. Na użytek gry nazwano go Olandią, ale z pewnością nie chodziło o Holandię, bo ta jest za daleko. Raczej o jakieś państwo ze Wschodu. Władze powiatu miały się wykazać sprawnością w udzieleniu pomocy naszej armii i wojskom państw sojuszniczych. - Władze cywilne mają wyznaczone obowiązki. Ćwiczyliśmy utrzymanie łączności w utrudnionych warunkach, między innymi przez posłańców. W grę wchodziło zaopatrzenie sojuszniczych wojsk, oraz inne działania - poinformował nas Jerzy Żmijewski. Gra wojenna toczyła się od rana do popołudnia.
 
JESTEŚMY GOTOWI

Jak się okazuje, władze lokalne miały sporo pracy. Należy do nich choćby zaopatrzenie wojska w paliwo - przewidziane są tysiące litrów oleju napędowego. Wyznaczone jednostki zajmujące się handlem muszą na potrzeby wojenne utrzymywać stale rezerwy paliwa. Podobnie jest ze sklepami, które w razie konfliktu zbrojnego oddadzą żołnierzom potrzebne produkty spożywcze. Przykładowo jakaś hurtownia czy market musi utrzymywać rezerwę powiedzmy, 20 ton mąki. Są też osoby, które w czasie wojny mają się na wezwanie stawić z własnymi pojazdami i oddać do dyspozycji cywilnego sztabu. To wszystko sprawdzano w czasie manewrów. Nie ma wątpliwości, że takie ćwiczenia są potrzebne, wiadomo, że wojsko samo nie walczy, potrzebuje dobrze zorganizowanego zaplecza.

SZTAB SIĘ EWAKUUJE DO...RESTAURACJI

Punktualnie o godzinie 13.30 do sztabu dotarła wiadomość o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Zarządzono ewakuację do zapasowego punktu dowodzenia. Członkowie dowództwa zachowali spokój. Spokojnie, bez pośpiechu opuścili budynek starostwa. Z pewnym trudem udało się nam ustalić miejsce tajnej kwatery. Myliłby się ten, kto by sądził, że sztab ulokował się w malowniczych ruinach albo potężnym kompleksie suchedniowskich lasów. Punktem zbornym była jedna z najlepszych w okolicy restauracji.

Ponoć dlatego, że znajdują się tam podziemia. Na członków sztabu kryzysowego czekały pięknie zastawione stoły, takie z kolorowymi chustkami w rożek i świecznikami. Cywilne, zgrabne kelnerki sprawnie spełniały swój patriotyczny obowiązek. Roznosząc drugie danie pewnie nie widziały nawet, że to w ramach wojennej gry. Jak wyjaśnił nam starosta, jeśli ćwiczenia trwają ponad sześć godzin, uczestnikom należy się gorący posiłek, tak, jak strażakom podczas długotrwałych akcji, na przykład przy walce z powodzią.

Z FRONTOWEGO GARA

Zapytaliśmy skarżyskich strażaków, co dostają w takich przypadkach. - Coś, co da się szybko przygotować, nieskomplikowanego. Ostatnio, kiedy gasiliśmy przez wiele godzin pożar Wtórpolu, ugotowaliśmy sobie żurek. Jest gorąca kawa i herbata, zimne napoje - poinformował nas brygadier Marcin Machowski, zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej.

A ciasto? - Nie, ciasta nigdy nie mieliśmy - śmieje się Machowski.

Sztab miał do swojej dyspozycji typowo żołnierskie potrawy, wystawny obiad, na paterach owoce i kilka rodzajów ciast. - Ćwiczeń nie finansuje powiat, tylko Świętokrzyski Urząd Wojewódzki - uspokoił nas starosta Jerzy Żmijewski.

Rzeczywiście, wśród członków dowództwa było kilku urzędników z Kielc. Podobno jacyś pułkownicy ze sztabu kryzysowego. Nam kryzys kojarzy się nieco inaczej. Po posiłku operacja wróciła na swe dawne tory, czekano na meldunki z terenu. Kiedy wszystkie spłynęły, można było podsumować manewry. Nie znamy oceny - jest...tajna, ale humory dopisywały.

BILARD ŚCIŚLE TAJNY

Kiedy ogłoszono zakończenie gry wojennej, rozpoczął się turniej strzelecki O Puchar Starosty Skarżyskiego. Strzelano z krótkiej broni palnej w strzelnicy, która znajduje się w podziemiach zapasowej siedziby sztabu. Większość uczestniczących w manewrach udała się do eleganckiej s.alki. Można było posilić się sałatkami, a także skorzystać z dodatkowych atrakcji. Największym wzięciem cieszyły się bilard i ruletka.

Kiedy reporter "Echa Dnia” zaczął robić zdjęcia, w drzwiach pojawił się jeden z panów z Urzędu Wojewódzkiego - Proszę opuścić salę. Tu nie ma wejścia!

Dlaczego, skoro tajne obrady się zakończyły ? Nie wiadomo. Nie wiemy też, kto nas wyganiał, bo pomimo kilkukrotnego pytania pan odmówił przedstawienia się. Dość grzecznie, choć stanowczo, poinformował o grożących konsekwencjach, choć ich nie wyłuszczył i zażądał naświetlenia kliszy w aparacie. Mimo że autor uważa się za patriotę i nie zamierza zdradzać wrogowi szczegółów operacji, żądanie było niewykonalne. Aparat był cyfrowy i nie miał kliszy. Tak zakończył się nasz udział w militarnej grze w powiecie skarżyskim. Jak wołał dzielny wojak Szwejk - tę wojnę na pewno wygramy!

Mateusz Bolechowski
echodnia.png

wikary

Redakcja
ul. Paryska 232A/3
26-110 Skarżysko-Kamienna
+48 663 01 55 99
+48 508 12 72 16
kontakt@skarzysko24.pl
Nota prawna

Wydawca portalu skarzysko24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i postów zamieszczanych przez użytkowników portalu. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Logowanie