Paryska 232A | Skarżysko-Kamienna +48 663 01 55 99 kontakt@skarzysko24.pl

Potrzebny drugi dom (cz.2) 'Złote serca' bez wsparcia

W poprzednim numerze Tygodnik Skarżyski informował o potrzebie tworzenia rodzin zastępczych w powiecie skarżyskim. W tym tygodniu słowami państwa Kosno-Bigos, prowadzących zawodową rodzinę zastępczą w Skarżysku, przybliża specyfikę tego zawodu, choć właściwiej było by powiedzieć misji.

Początki nie były łatwe...

- Zawodową rodzinę zastępczą prowadzimy od roku. Od tego czasu zajmujemy się sześciorgiem dzieci. Na samym początku nie było łatwo. Dostaliśmy dzieci z trzech rodzin. Czwórkę rodzeństwa i dwie starsze dziewczynki. Rżne charaktery, rżne doświadczenia. Wszystkie dzieci z rodzin z problemem alkoholowym. Najstarsza Angelika miała spore zaległości w nauce. Mając 16 lat nie potrafiła się uczyć, nie potrafiła czytać, nie umiała sie odnaleźć w szkole. To co wyniosła z domu rodzinnego pokazywała w szkole i na ulicy, natomiast u nas w domu była zawsze bardzo uprzejma i miła. W tej chwili jest już bardzo dobrze. Dziewczynka zaczęła się uczyć i może to się nie wydawać niczym szczególnym, ale ona zaczęła już mieć w szkole normalne stopnie. Kamila, która trafiła do nas z Suchedniowa, czternastolatka, jest jedynaczką. I czwórka rodzeństwa, Martyna, Kamila, Ania i Grześ. Dziś to są już zupełnie inne dzieci, w porównaniu do tego co było przed rokiem. Pierwsze miesiące były bardzo ciężkie. Uczyliśmy te dzieci niemal wszystkiego od podstaw. Prawdę mówiąc myśleliśmy że będzie gorzej. Trafiły nam się jednak fantastyczne dzieci. Maluchy są bardzo zdolne. 

Ludzie się dziwią i komentują

- Wśród ludzi ogólnie panowało zdziwienie, gdy dowiedzieli się, że zakładamy rodzinę zastępczą. Było wiele komentarzy, że bierzemy sobie duży ciężar na głowę. Wiem też, że za plecami czasem ludzie mówią o tym jaki to majątek na dzieciach zbijamy. Musieliśmy zmienić samochód, bo do poprzedniego zwyczajnie wszyscy się nie mieściliśmy. Gdy jechaliśmy na święta do mamy, trzeba było robić dwa kursy żeby wszystkich przewieźć. Dlatego zdecydowaliśmy się zmienić auto na większe. Jest to paroletni samochód, na który zresztą musieliśmy wziąć część kredytu. Ale ludzie i tak nas podliczyli, że nam się powodzi, skoro kupiliśmy auto. Jest tak, że ci co byli serdeczni i pomocni, to tacy pozostali, a inni komentują to po swojemu. Wiadomo, że ludzie zawsze mówili i będą mówić, ale szczerze to jest to bez znaczenia.

Kokosów z tego nie ma

- Na starsze dzieci przyznane jest po 600 zł. Przez pół roku musielibyśmy odkładać te pieniądze, żeby kupić jeden aparat ortodontyczny, a nie tak dawno była potrzeba zakupu takich dwóch. Poza tym, media zazwyczaj roztrząsają najwyższe stawki. Niedawno się dowiedziałam będąc na zakupach, że świetnie nam się powodzi, skoro my mamy 1.600 zł na dziecko. Druga pani w sklepie poprawiła, że nie 1.600 a 1.800 zł. Niestety spotyka się komentarze ludzi, którym się wydaje, że na dzieciach zbija się majątek. Ludzie zazwyczaj postrzegają tylko ten górny pułap. Na najmłodsze dziecko dostajemy nieco ponad 900 zł. Im starsze są dzieci, tym te kwoty są mniejsze. Samo przedszkole wiąże się z opłatą 250 zł. Czwórka dzieci chodzi na zajęcia z języka angielskiego, to również kosztuje. Kiedy rozpoczynaliśmy działanie jako rodzina zastępcza, mieliśmy obiecane po 2.400 zł. na wyposażenie dla każdego dziecka. To są talerze, garnki, pościel, łóżka dla dzieci, wyposażenie pokoju, książki, zeszyty, ubrania. Ta kwota może i wydaje się być duża, ale przy całym zapotrzebowaniu to nie były wielkie pieniądze. A jeszcze żeby było mało, to te stawki zostały nam obcięte i nie dostaliśmy ich w całości.

Ciężko być w kilku miejscach jednocześnie


- W tej chwili stanęliśmy przed taką sytuacją, że do tej pory mieliśmy pomoc w postaci pani, która została do nas skierowana z Urzędu Pracy. Przychodzi ona do nas na osiem godzin i stanowi naprawdę dużą pomoc. Umowa kończy się jej w drugim tygodniu listopada i już usłyszałam od  dyrektor PCPR, że najprawdopodobniej po odejściu tej pani, nie dostaniemy nikogo do pomocy. Proszę sobie więc wyobrazić, mamy dzieci od 4 latek do 17 lat i teraz, z jednym trzeba iść do przedszkola, z drugim do szkoły, z kolejnym do lekarza, dzieci chodzą na angielski, na informatykę, mają zajęcia pozalekcyjne, wyjścia na basen... To jest po prostu fizycznie nieosiągalne. Obecnie mogę liczyć na pomoc tej pani, która chodzi po Grzesia do przedszkola, zostaje z trójką dzieci w domu, gdy z pozostałymi jedziemy do lekarza. Przecież nie mogę ciągle liczyć na rodziców. Od czasu do czasu zwracam się do nich z prośbą o pomoc, ale na dłuższą metę ktoś mi jest potrzebny do pomocy. Pani dyrektor twierdzi, że nam się to nie należy. My nie możemy się zaorać na śmierć. Pracujemy 24 godziny na dobę, bez urlopu. Szczęściem jest, że mamy bardzo fajne dzieci i w zasadzie takie małe kłopoty jakie mamy, to nie są tak naprawdę kłopoty, w porównaniu do innych takich rodzin w kraju.

Nam się właściwie nic nie należy

- Przez wszystkie spotkania kursu, który trzeba ukończyć, by założyć rodzinę zastępczą, wbijano nam do głowy, że my musimy współpracować z PCPR. My musimy z nimi współpracować, my musimy się do nich zwracać. Ale w momencie kiedy się do nich z czymkolwiek zwracamy, słyszymy, że niestety nam się to nie należy. W Suchedniowie mamy znajomych, którzy prowadzą pogotowie opiekuńcze. W tej chwili opiekują się czwórką niemowląt. Oni także posiadają osobę do pomocy, tak jak my. Proszę sobie wyobrazić, iść z czwórką niemowlaków chociażby na szczepienie, czy do lekarza. Znajdują się w podobnej sytuacji jak my, ponieważ jeśli ta pomoc zostanie im odebrana, to w jaki sposób będą mieli sobie poradzić sami z czwórką maleńkich dzieci?
„Skarżysko” nie wiedziało o Dniu Rodzin Zastępczych

- W innych miastach rodziny są objęte opieką, pomocą, wsparciem. Rodziny się ze sobą kontaktują, organizują spotkania. Niedawno w Kielcach był zjazd rodzin zastępczych i muszę przyznać że byłam mile zaskoczona, bo w dużych miastach dzieje się wiele w tym temacie, u nas natomiast nic.

Pytałam czy w naszym PCPR nie można by było czegoś takiego organizować. Przecież to była by okazja do tego, by wymienić się własnymi doświadczeniami i posłuchać innych osób. Jednak w tej chwili jest to nie możliwe, ponieważ wszystkie pokoje są pozajmowane, a poza tym tak naprawdę nie mamy się z kim spotkać.

Brakuje jakiejkolwiek inicjatywy

- Jesteśmy jedyną, wielodzietną rodziną zastępczą w Skarżysku i w okolicy, i jak na razie nie zanosi się, aby powstała kolejna taka rodzina. Dlaczego? Ponieważ w Skarżysku nic się w tym kierunku nie robi. Nie raz proponowałam pani dyrektor, by wyjść z tematem do rodziców w szkołach np. przy okazji wywiadówek, by chociażby dać sygnał mieszkańców poruszając temat w kościołach na ambonie, ale wszystko to jest bez odzewu. W innych miastach czy regionach kraju można zobaczyć na ulicach plakaty, informacje, wychodzi się z tym do ludzi. U nas plakaty wiszą w PCPR na korytarzu. Przecież osoba, która chciała by taką rodzinę zastępczą założyć, nie potrzebuje pomocy, więc nie pójdzie tam i nie zobaczy tego plakatu. Nie ma kto w tej chwili prowadzić kursów, mało tego brakuje warunków do tego, by taki kurs przeprowadzić. Najbliższa więc możliwość ich ukończenia jest w Kielcach. W jaki sposób więc osoby są zachęcane do tego, by tworzyć rodziny zastępcze? 

Tracimy „nasze” dzieci

- Siedmioro dzieci, ze Skarżyska, zostało wywiezionych za Lublin. Dlaczego? Przecież ktoś mógłby wziąć te dzieci tutaj w mieście. Dochodzą mnie sygnały, że jedna z dziewczynek jest zrozpaczona tam w tym Domu Dziecka. Tam jest ciasno, tam ją terroryzują starsi domownicy, chciała by wrócić tutaj i zwyczajnie nie ma gdzie. Ale nic kompletnie się z tym nie robi. Dlaczego miasto nie wybuduje np. dwóch, trzech mieszkań, żeby umieścić w nich rodziny zastępcze? Przecież gdyby wyjść z taką propozycją do ludzi, to ktoś by się na pewno zdecydował.

Nie ma pieniędzy, nie ma działań, nie ma nawet wsparcia


- W Skarżysku-Kościelnym pan który prowadził rodzinę zastępczą zrezygnował. Sześcioro dzieci trafiło do różnych placówek. Pozostał sprzęt po tamtym domu dziecka, pralka, lodówka, kuchenka mikrofalowa, odkurzacz, takie podstawowe wyposażenie. Nam się on nie należy. Zostało to przekazane do Domu Dziecka, w momencie kiedy jest on wyposażony i wyremontowany. Wszystko to trafiło do piwnicy. Usłyszeliśmy argument, że przekazane urządzenia będą w Domu Dziecka służyły za wymianę, gdy zepsują się obecnie używane sprzęty. Myśmy złożyli podanie do PCPR z prośbą o możliwość korzystania z tego sprzętu. Mną przecież nie kierują żadne względy chęci pozyskania czegoś, a wyłącznie dobro dzieci. Nasza pralka  też się psuje, są dni kiedy uruchamia się ją trzykrotnie, mikrofalówki nie mamy, a z pewnością by się przydała. Pan dyrektor Wojciechowski, kazał złożyć nam podanie z prośbą o przekazanie tego sprzętu. Na tym sprawa się zamknęła. Od pani dyrektor usłyszałam, że w ogóle nie powinnam tego podania składać, że powinnam iść do Powiatu i tam o takie rzeczy zabiegać. Owszem są ludzie dobrego serca, którzy nam pomagają bezinteresownie. Niestety ze strony PCPR nie możemy na nic liczyć. Zabiegaliśmy kiedyś o choinkę dla dzieci. Na to też nie znaleziono pieniędzy. Miasto w czasie wakacji zorganizowało dla maluchów troszkę filmów, zabaw i nasze dzieci brały w tym udział, bo lubią, gdy coś takiego się dzieje. PCPR też powinien wyjść z jakąś inicjatywą. Czy to zorganizować wycieczkę, czy jakieś paczki, nawet drobne upominki, zwykłe drobiazgi, które tym dzieciom sprawią radość. Kompletnie nic takiego nie ma.

Sporadyczna pomoc to zbyt mało

- Jedyną pomoc, którą uzyskaliśmy z PCPR, jeszcze za kadencji pani Półtorak, to było dofinansowanie na aparaty ortodontyczne dla dwóch dziewczynek. Była to część pieniędzy, natomiast drugą część mieliśmy otrzymać po Nowym Roku. Leczenie jest więc zaczęte, a my teraz usłyszeliśmy, że nam się to nie należy. Na dwa aparaty wydaliśmy przeszło 6 tys. zł., a to przecież nie jest jeszcze koniec leczenia. Nadejdzie termin zdjęcia aparatów i ja nie wiem skąd zdobędziemy na to fundusze. Nam się po prostu nie należą żadne pieniądze. Pani dyrektor powiedziała nam, że trzeba sobie szukać sponsorów. Do nas podchodzi się w ten sposób, że dostajemy pieniądze i tym się mamy rządzić. Takie są przepisy i ja to doskonale rozumiem. Tylko dlaczego nikt się nas nie pyta, czy tym dzieciom wystarcza tych pieniędzy, czy też potrzeby są większe? Jedynym plusem jest to, że otrzymujemy pieniądze na czas, zarówno te na dzieci jak i moje wynagrodzenie. Chcieliśmy kiedyś skorzystać z pomocy psychologa i owszem, skorzystaliśmy z tej możliwości, ale to wszystko. Jeżeli mamy jakiś problem, to nam się proponuje właśnie pomoc psychologa, a przecież wiele jest spraw, z którymi psycholog nie ma nic wspólnego. W tej chwili jedna z naszych dziewczynek chodzi do PCPR na spotkania w ramach programu Dobry Start, na który środki pozyskane zostały z Unii Europejskiej. Jest zadowolona z prowadzonych tam zajęć i trzeba przyznać, że jest to dobra inicjatywa ze strony PCPR, szkoda tylko, że jedna z nielicznych.

Potrzeba kolejnych rodzin zastępczych

- Skoro brak jest wsparcia ze strony PCPR, przydałoby się ono w postaci innych osób zajmujących się tą działalnością. Niestety tych rodzin w naszym powiecie nie ma. Dlatego bardzo gorąco przyłączamy się do każdej możliwej akcji, propagującej zakładanie rodzin zastępczych. Wiadomo, że w życiu bywa różnie, są radości ale i problemy. Gdyby w naszym mieście powstało więcej rodzin zastępczych, mielibyśmy z kim dzielić nasze doświadczenia, odczucia, zmartwienia. Jeśli są osoby, które noszą się z zamiarem stworzenia rodziny zastępczej i chciały by o tym porozmawiać, uzyskać jakiś porad, informacji, to chętnie służymy pomocą.

rozmawiał Łukasz Wisowaty

Część pierwsza TUTAJ
tygskarz.png

wikary

Redakcja
ul. Paryska 232A/3
26-110 Skarżysko-Kamienna
+48 663 01 55 99
+48 508 12 72 16
kontakt@skarzysko24.pl
Nota prawna

Wydawca portalu skarzysko24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i postów zamieszczanych przez użytkowników portalu. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Logowanie