Przekręt jakich mało! Szkoła straciła grubą kasę
Naiwność ukarana - skarżyska szkoła dała się okraść oszustowi, straciła prawie 10 tysięcy złotych.
Pracownik jednej ze szkół w Skarżysku uwierzył oszustowi podającemu się za pracownika Urzędu Miasta i mimo, że nawet nie znał jego nazwiska, zapłacił mu za nieistniejące komputery prawie 10 tysięcy złotych!
Wierzyć się nie chce, że osoba z wyższym wykształceniem, pracująca w szkole mogła być aż tak naiwna. W ubiegłą środę do jednej ze skarżyskich szkół zadzwonił jakiś człowiek.
ATRAKCYJNA CENA
- Powiedział, że jest pracownikiem urzędu miasta i że ponieważ magistrat wymienia właśnie sprzęt komputerowy, to dotychczas używane prawie nowe komputery, może sprzedać po bardzo atrakcyjnej cenie - relacjonuje Maria Szwarc, oficer prasowy skarżyskiej policji. Pracownik szkoły, który odebrał telefon, dał się nabrać na "wyjątkową” okazję, nie sprawdzając nawet w urzędzie, czy oferta jest prawdziwa.
Mało tego, nie znał nawet nazwiska dzwoniącego, tylko numer jego telefonu. Mimo to negocjował - za laptop, komputer stacjonarny i monitor miał zapłacić "urzędnikowi” 9800 złotych. Nie pomyślał, że za tę sumę można kupić kilka nowych komputerów. Na spotkanie umówili się nazajutrz w Urzędzie Miasta w Skarżysku.
PIENIĄDZE DO KASY…
Gdy pracownik szkoły znalazł się przed urzędem, zadzwonił do rzekomego "urzędnika”. - Mężczyzna, który odebrał telefon, twierdził, że tamten pan jest w magazynie, ale po pracownika szkoły zaraz wyjdzie ktoś inny - dodaje policjantka. I rzeczywiście chwilę później przed magistrat wyszedł około 60-letni mężczyzna w koszuli i spodniach. Poprowadził swojego "klienta” do budynku. Tu rozmawiali na korytarzu i to też nie zaniepokoiło pracownika szkoły.
- Człowiek podający się za urzędnika poprosił go, by dał mu pieniądze uzasadniając, że pójdzie wpłacić je do kasy, a potem wyda mu komputery. Pracownik szkoły na to przystał - opowiada Maria Szwarc. "Urzędnik” z gotówką poszedł aż do końca korytarza. Gdy długo nie wracał, coś tknęło przedstawiciela szkoły - ruszył jego śladem. A gdy doszedł do końca korytarza, zobaczył schody w dół i… drzwi wyjściowe. Więcej o urzędniku nie słyszał, pieniądze przepadły. Wtedy o wszystkim powiadomił policję.
Pracownik jednej ze szkół w Skarżysku uwierzył oszustowi podającemu się za pracownika Urzędu Miasta i mimo, że nawet nie znał jego nazwiska, zapłacił mu za nieistniejące komputery prawie 10 tysięcy złotych!
Wierzyć się nie chce, że osoba z wyższym wykształceniem, pracująca w szkole mogła być aż tak naiwna. W ubiegłą środę do jednej ze skarżyskich szkół zadzwonił jakiś człowiek.
ATRAKCYJNA CENA
- Powiedział, że jest pracownikiem urzędu miasta i że ponieważ magistrat wymienia właśnie sprzęt komputerowy, to dotychczas używane prawie nowe komputery, może sprzedać po bardzo atrakcyjnej cenie - relacjonuje Maria Szwarc, oficer prasowy skarżyskiej policji. Pracownik szkoły, który odebrał telefon, dał się nabrać na "wyjątkową” okazję, nie sprawdzając nawet w urzędzie, czy oferta jest prawdziwa.
Mało tego, nie znał nawet nazwiska dzwoniącego, tylko numer jego telefonu. Mimo to negocjował - za laptop, komputer stacjonarny i monitor miał zapłacić "urzędnikowi” 9800 złotych. Nie pomyślał, że za tę sumę można kupić kilka nowych komputerów. Na spotkanie umówili się nazajutrz w Urzędzie Miasta w Skarżysku.
PIENIĄDZE DO KASY…
Gdy pracownik szkoły znalazł się przed urzędem, zadzwonił do rzekomego "urzędnika”. - Mężczyzna, który odebrał telefon, twierdził, że tamten pan jest w magazynie, ale po pracownika szkoły zaraz wyjdzie ktoś inny - dodaje policjantka. I rzeczywiście chwilę później przed magistrat wyszedł około 60-letni mężczyzna w koszuli i spodniach. Poprowadził swojego "klienta” do budynku. Tu rozmawiali na korytarzu i to też nie zaniepokoiło pracownika szkoły.
- Człowiek podający się za urzędnika poprosił go, by dał mu pieniądze uzasadniając, że pójdzie wpłacić je do kasy, a potem wyda mu komputery. Pracownik szkoły na to przystał - opowiada Maria Szwarc. "Urzędnik” z gotówką poszedł aż do końca korytarza. Gdy długo nie wracał, coś tknęło przedstawiciela szkoły - ruszył jego śladem. A gdy doszedł do końca korytarza, zobaczył schody w dół i… drzwi wyjściowe. Więcej o urzędniku nie słyszał, pieniądze przepadły. Wtedy o wszystkim powiadomił policję.
Sylwia Bławat
