Mieszkańcy ocenili prezydenta Skarżyska
Przez tydzień nasi czytelnicy (Echo Dnia) oceniali działania prezydenta Skarżyska po dwóch latach rządów. Dziś Roman Wojcieszek odpowiada na pytania i sugestie internautów.
Mateusz Bolechowski: Chętnie poddał się pan ocenie czytelników Echa Dnia?
Roman Wojcieszek – Władza jest z ludu i dla ludu. Z mieszkańcami komunikuję się również przez media. Echo Dnia to ważna gazeta, czytają ją aktywni ludzie i to oni oceniali mnie w internetowej sondzie. To dobry pomysł, dla mnie taka ocena na półmetku kadencji jest pomocna.
*Większość internautów pozytywnie oceniła pańskie rządy.
- Mam nadzieję, że ta tendencja utrzyma się przynajmniej przez kolejne dwa lata. Wynik oczywiście daje mi satysfakcję. Kiedy przychodzi nowa władza, rodzą się i nowe oczekiwania ludzi. Obejmując swój funkcję obiecywałem pracę ze wszystkich sił na rzecz miasta. Po liczbie głosów osób niezadowolonych widzę, że duża część skarżyszczan nie jest zadowolona i ja to rozumiem. Wiem, że mogę mówić o oporze materii i biurokracji w rozpoczynaniu wielu działań, ale ocenia się mnie za efekty.
*Najwięcej uwagi nasi czytelnicy w dyskusji nad pańską kadencją poświęcili sprawie szpitala. Spodziewał się pan tego?
-Rzecz rzeczywiście urosła do rangi pierwszego problemu w mieście, mieszkańcy nim żyją. Chcę podkreślić, że każdy powinien robić to, co do niego należy. Swoje obowiązki w moim mniemaniu wypełniam właściwie. Co do powiatu, który odpowiada za szpital, mam wątpliwości. Dbam o finanse gminy, na pieniądze czekałem wiele miesięcy. Choć część nam zwrócono, nadal co miesiąc płacimy za szpital 80 tysięcy złotych. Propozycji, co dalej z tym zrobić, ze strony starostwa ani szpitala nie ma.
*Pod pana adresem padł poważny zarzut, że zmierza pan do likwidacji skarżyskiego szpitala.
-To bałamutne, kłamliwe stwierdzenie. Szpital ma 30 milionów długów. Czy milion, jaki jest winny gminie, może zadecydować o losie placówki?
*Jako radny głosował pan za udzieleniem przez miasto poręczenia kredytu szpitalowi. Teraz też podniósłby pan rękę za tym?
-Tak, to była szansa dla szpitala, by pozbyć się innych długów. Dziś wiem, że program restrukturyzacji był źle przygotowany. Nie zakładał podwyżek dla pracowników przez kilka lat. A przecież personel szpitala powinien dobrze zarabiać. Podtrzymuję swoją deklarację – gmina pomoże w doposażeniu bloku operacyjnego w sprzęt, ale pod warunkiem, że zostanie z niej zdjęte brzemię poręczenia kredytu, które blokuje nam rocznie milion złotych w budżecie. Dodam, że nasz samorząd od lat pomaga szpitalowi. Od 2002 roku umorzyliśmy tej placówce około miliona złotych należnych podatków.
*Trudno nie zauważyć wzajemnych złośliwości w relacjach powiat – miasto. To dobry sposób na prowadzenie polityki?
-Starostę Jerzego Żmijewskiego znam od 1980 roku. Nie jest moim wrogiem. Ze złośliwościami to przesada, mogłem wypowiadać się emocjonalnie, ale nikogo nigdy nie obrażałem. W sprawie szpitala brakowało dobrej woli powiatu. Starostwo stało na stanowisku, ze miasto powinno spłacić za szpital trzecią część zaciągniętego kredytu. Ja tak nie uważam.
*Z wypowiedzi naszych czytelników wynika, że Skarżysko podzielone jest na dwie frakcje, pańską, oraz tak zwaną „Wielką Wodę”. Podziela pan ten pogląd?
-Na pewno coś jest na rzeczy. Internauci mają na myśli braci Pawliszaków. Ja jestem za tym, żeby lokalni biznesmeni robili interesy w Skarżysku. Ale na zasadach, które są korzystne także dla miasta. Jako przeciwnika braci Pawliszaków postrzega się mnie przez pryzmat działań na rzecz rozwiązania problemu Targowisk Miejskich. Firmy tych panów nadal robią interesy z gminą, startują w przetargach i nierzadko je wygrywają. Świadczą usługi na rzecz gminy. Jeśli przetargi organizowane są uczciwie, a to gwarantuje, współpraca jest możliwa i wszystko jest w porządku.
*Rzeczywiście słucha pan swoich doradców? Zdaniem niektórych osób nie są najlepsi.
-Oczywiście słucham opinii moich doradców, ale decyzje podejmuję sam i za nie odpowiadam, nawet, jeśli się zdarzy, że nie są trafne. Nikt nie jest nieomylny. Prezydent Stanów Zjednoczonych tez popełnia błędy.
*Pańscy adwersarze zarzucają panu, że najważniejsze sprawy konsultuje pan z „Ostra Bramą”.
-Nigdy nie ukrywałem, że jestem człowiekiem Kościoła. Tak mnie wychowano i się tego nie wstydzę. Mam dobre stosunki z kustoszem sanktuarium, księdzem Jerzym karbownikiem, ale nigdy się nie zdarzyło, by sugerował mi jakiekolwiek rozwiązanie. Słucham jego opinii, ale nie było przypadku, by prosił mnie o przyjacielską przysługę w rodzaju – załatw mu pracę. Nie zerwę swoich dotychczasowych znajomości tylko dlatego, że jestem prezydentem.
*Słychać skargi, że nie załatwia pan wielu spraw mieszkańców, z którymi się zwracają.
-Jest wielu interesantów, którym udało się pomóc. Nie wszystko jednak można załatwić. Prezydenta krępują przepisy. Najtrudniejsze są sprawy mieszkaniowe. Jeśli komuś nie mogę pomóc, nie wynika to z mojej złej woli.
*Niedawno zorganizował pan pierwszy przegląd pieśni patriotycznej. Część dzieci nie dostała nawet dyplomów i drobnych upominków. Podobno było im smutno.
-To był rzeczywiście nasz wielki błąd. Mogę tylko powiedzieć, że nastąpił na niższym szczeblu, konsekwencje z tego faktu wyciągnęliśmy. To była pierwsza edycja konkursu, nie wszystko udało się tak, jak bym chciał. Żałuję, że ta przykra sytuacja dotknęła dzieci. Naprawiamy ten błąd, nasi pracownicy docierają do przedszkoli z dyplomami i upominkami.
*Jak ocenia pan fakt, że radni nie zgodzili się na zmianę nazwy ulicy z 17 Stycznia na generała Hedy? Teraz protestują także mieszkańcy. Co na to córka generała, która uczestniczyła w obchodach 11 Listopada w Skarżysku?
-Mieszkańcy mają prawo protestować, akcję zorganizowała jedna osoba i przekonała mieszkańców. Uważam, że utrudnienia związane ze zmianą nazwy ulicy byłyby znikome. Pani Heda o sprawie nie wiedziała albo taktownie ją przemilczała. Ja też nie poruszałem tego przykrego tematu.
*Hospicjum w Skarżysku też nie będzie. Tak zadecydowali radni.
-Projekt uchwały w tej sprawie przedstawię radnym na kolejnej sesji.
*Radny Andrzej Kazanowski mówi, ze to kpina z Rady.
-To nie kpina. Sam przewodniczący Rady wyjaśniał, ze uchwałę odrzucono, bo samorządowcy mieli za mało czasu na jej przeanalizowanie. Teraz jest czas. Wyjaśniliśmy sobie tę sprawę i dlatego wracam do tematu. Z rady nigdy nie kpiłem, traktuję ją poważnie i proszę o to samo wobec mnie. To nie jest żadna próba sił.
*Zlikwiduje pan bazar Manhattan?
-Mam nadzieję, że dojdzie do tego jeszcze w tej kadencji. Ale na razie handlujący mogą pracować spokojnie. O wszelkich działaniach będą z wyprzedzeniem informowani. Na pewno powstanie inne miejsce dla handlujących, na terenie osiedla Przydworcowe.
*Słychać narzekania na postęp inwestycji drogowych. Pojawił się głos, ze gmina buduje trawniki, ale nie ulice czy chodniki. Ponoć w centrum wymienia się płytki na kostkę chodnikową, a na peryferyjnych ulicach nadal nie ma chodników.
-Sprawy załatwiamy kompleksowo. Jeśli budujemy chodnik, dbamy od razu o zieleń. Drogi budujemy, choćby ulicę 17 Stycznia. Wiele inwestycji prowadzimy wspólnie ze starostwem na powiatowych drogach. Powiat nie ma pieniędzy, a ludzie narzekają na stan najważniejszych ulic i mało ich obchodzi, czy należą do gminy czy powiatu. Od 2001 roku Skarżysko wydało 6 milionów złotych na powiatowe ulice. Co do chodników – sa miejsca, gdzie czekamy na unijne pieniądze. Byłoby bezsensem budować teraz chodniki na przykład na ulicy Ponurego, skoro niedługo będzie tam budowana kanalizacja. Trzeba najpierw położyć rury, dopiero potem asfalt i chodniki.
*Unijne inwestycje w końcu ruszą?
-Ruszą. Wiosną rozpocznie się budowa na Dolnej Kamiennej i Osiedlu Place.
*Co deklaruje pan zrobić do końca kadencji?
-Ruszy budowa stu kilometrów kanalizacji. Będą inwestycje drogowe współfinansowane przez Unię. Zostanie uporządkowany teren przed dworcem kolejowym, zaczniemy budowę centrum miasta. Liczę, ze rozwiążemy ostatecznie sprawę Targowisk Miejskich, będzie modernizacja Miejskiego Centrum Kultury.
*Chór, do którego pan należy, dostanie nagrodę Powiatowe Dęby.
-Miło mi, że w 75 – lecie istnienia i 30 – lecie mojego śpiewania w chórze Sursum Corda zostaniemy tak uhonorowani. Odkąd jestem prezydentem, opuściłem się w próbach. Ale staram się uczestniczyć. Przygotowujemy już kolędy.
Mateusz Bolechowski: Chętnie poddał się pan ocenie czytelników Echa Dnia?
Roman Wojcieszek – Władza jest z ludu i dla ludu. Z mieszkańcami komunikuję się również przez media. Echo Dnia to ważna gazeta, czytają ją aktywni ludzie i to oni oceniali mnie w internetowej sondzie. To dobry pomysł, dla mnie taka ocena na półmetku kadencji jest pomocna.
*Większość internautów pozytywnie oceniła pańskie rządy.
- Mam nadzieję, że ta tendencja utrzyma się przynajmniej przez kolejne dwa lata. Wynik oczywiście daje mi satysfakcję. Kiedy przychodzi nowa władza, rodzą się i nowe oczekiwania ludzi. Obejmując swój funkcję obiecywałem pracę ze wszystkich sił na rzecz miasta. Po liczbie głosów osób niezadowolonych widzę, że duża część skarżyszczan nie jest zadowolona i ja to rozumiem. Wiem, że mogę mówić o oporze materii i biurokracji w rozpoczynaniu wielu działań, ale ocenia się mnie za efekty.
*Najwięcej uwagi nasi czytelnicy w dyskusji nad pańską kadencją poświęcili sprawie szpitala. Spodziewał się pan tego?
-Rzecz rzeczywiście urosła do rangi pierwszego problemu w mieście, mieszkańcy nim żyją. Chcę podkreślić, że każdy powinien robić to, co do niego należy. Swoje obowiązki w moim mniemaniu wypełniam właściwie. Co do powiatu, który odpowiada za szpital, mam wątpliwości. Dbam o finanse gminy, na pieniądze czekałem wiele miesięcy. Choć część nam zwrócono, nadal co miesiąc płacimy za szpital 80 tysięcy złotych. Propozycji, co dalej z tym zrobić, ze strony starostwa ani szpitala nie ma.
*Pod pana adresem padł poważny zarzut, że zmierza pan do likwidacji skarżyskiego szpitala.
-To bałamutne, kłamliwe stwierdzenie. Szpital ma 30 milionów długów. Czy milion, jaki jest winny gminie, może zadecydować o losie placówki?
*Jako radny głosował pan za udzieleniem przez miasto poręczenia kredytu szpitalowi. Teraz też podniósłby pan rękę za tym?
-Tak, to była szansa dla szpitala, by pozbyć się innych długów. Dziś wiem, że program restrukturyzacji był źle przygotowany. Nie zakładał podwyżek dla pracowników przez kilka lat. A przecież personel szpitala powinien dobrze zarabiać. Podtrzymuję swoją deklarację – gmina pomoże w doposażeniu bloku operacyjnego w sprzęt, ale pod warunkiem, że zostanie z niej zdjęte brzemię poręczenia kredytu, które blokuje nam rocznie milion złotych w budżecie. Dodam, że nasz samorząd od lat pomaga szpitalowi. Od 2002 roku umorzyliśmy tej placówce około miliona złotych należnych podatków.
*Trudno nie zauważyć wzajemnych złośliwości w relacjach powiat – miasto. To dobry sposób na prowadzenie polityki?
-Starostę Jerzego Żmijewskiego znam od 1980 roku. Nie jest moim wrogiem. Ze złośliwościami to przesada, mogłem wypowiadać się emocjonalnie, ale nikogo nigdy nie obrażałem. W sprawie szpitala brakowało dobrej woli powiatu. Starostwo stało na stanowisku, ze miasto powinno spłacić za szpital trzecią część zaciągniętego kredytu. Ja tak nie uważam.
*Z wypowiedzi naszych czytelników wynika, że Skarżysko podzielone jest na dwie frakcje, pańską, oraz tak zwaną „Wielką Wodę”. Podziela pan ten pogląd?
-Na pewno coś jest na rzeczy. Internauci mają na myśli braci Pawliszaków. Ja jestem za tym, żeby lokalni biznesmeni robili interesy w Skarżysku. Ale na zasadach, które są korzystne także dla miasta. Jako przeciwnika braci Pawliszaków postrzega się mnie przez pryzmat działań na rzecz rozwiązania problemu Targowisk Miejskich. Firmy tych panów nadal robią interesy z gminą, startują w przetargach i nierzadko je wygrywają. Świadczą usługi na rzecz gminy. Jeśli przetargi organizowane są uczciwie, a to gwarantuje, współpraca jest możliwa i wszystko jest w porządku.
*Rzeczywiście słucha pan swoich doradców? Zdaniem niektórych osób nie są najlepsi.
-Oczywiście słucham opinii moich doradców, ale decyzje podejmuję sam i za nie odpowiadam, nawet, jeśli się zdarzy, że nie są trafne. Nikt nie jest nieomylny. Prezydent Stanów Zjednoczonych tez popełnia błędy.
*Pańscy adwersarze zarzucają panu, że najważniejsze sprawy konsultuje pan z „Ostra Bramą”.
-Nigdy nie ukrywałem, że jestem człowiekiem Kościoła. Tak mnie wychowano i się tego nie wstydzę. Mam dobre stosunki z kustoszem sanktuarium, księdzem Jerzym karbownikiem, ale nigdy się nie zdarzyło, by sugerował mi jakiekolwiek rozwiązanie. Słucham jego opinii, ale nie było przypadku, by prosił mnie o przyjacielską przysługę w rodzaju – załatw mu pracę. Nie zerwę swoich dotychczasowych znajomości tylko dlatego, że jestem prezydentem.
*Słychać skargi, że nie załatwia pan wielu spraw mieszkańców, z którymi się zwracają.
-Jest wielu interesantów, którym udało się pomóc. Nie wszystko jednak można załatwić. Prezydenta krępują przepisy. Najtrudniejsze są sprawy mieszkaniowe. Jeśli komuś nie mogę pomóc, nie wynika to z mojej złej woli.
*Niedawno zorganizował pan pierwszy przegląd pieśni patriotycznej. Część dzieci nie dostała nawet dyplomów i drobnych upominków. Podobno było im smutno.
-To był rzeczywiście nasz wielki błąd. Mogę tylko powiedzieć, że nastąpił na niższym szczeblu, konsekwencje z tego faktu wyciągnęliśmy. To była pierwsza edycja konkursu, nie wszystko udało się tak, jak bym chciał. Żałuję, że ta przykra sytuacja dotknęła dzieci. Naprawiamy ten błąd, nasi pracownicy docierają do przedszkoli z dyplomami i upominkami.
*Jak ocenia pan fakt, że radni nie zgodzili się na zmianę nazwy ulicy z 17 Stycznia na generała Hedy? Teraz protestują także mieszkańcy. Co na to córka generała, która uczestniczyła w obchodach 11 Listopada w Skarżysku?
-Mieszkańcy mają prawo protestować, akcję zorganizowała jedna osoba i przekonała mieszkańców. Uważam, że utrudnienia związane ze zmianą nazwy ulicy byłyby znikome. Pani Heda o sprawie nie wiedziała albo taktownie ją przemilczała. Ja też nie poruszałem tego przykrego tematu.
*Hospicjum w Skarżysku też nie będzie. Tak zadecydowali radni.
-Projekt uchwały w tej sprawie przedstawię radnym na kolejnej sesji.
*Radny Andrzej Kazanowski mówi, ze to kpina z Rady.
-To nie kpina. Sam przewodniczący Rady wyjaśniał, ze uchwałę odrzucono, bo samorządowcy mieli za mało czasu na jej przeanalizowanie. Teraz jest czas. Wyjaśniliśmy sobie tę sprawę i dlatego wracam do tematu. Z rady nigdy nie kpiłem, traktuję ją poważnie i proszę o to samo wobec mnie. To nie jest żadna próba sił.
*Zlikwiduje pan bazar Manhattan?
-Mam nadzieję, że dojdzie do tego jeszcze w tej kadencji. Ale na razie handlujący mogą pracować spokojnie. O wszelkich działaniach będą z wyprzedzeniem informowani. Na pewno powstanie inne miejsce dla handlujących, na terenie osiedla Przydworcowe.
*Słychać narzekania na postęp inwestycji drogowych. Pojawił się głos, ze gmina buduje trawniki, ale nie ulice czy chodniki. Ponoć w centrum wymienia się płytki na kostkę chodnikową, a na peryferyjnych ulicach nadal nie ma chodników.
-Sprawy załatwiamy kompleksowo. Jeśli budujemy chodnik, dbamy od razu o zieleń. Drogi budujemy, choćby ulicę 17 Stycznia. Wiele inwestycji prowadzimy wspólnie ze starostwem na powiatowych drogach. Powiat nie ma pieniędzy, a ludzie narzekają na stan najważniejszych ulic i mało ich obchodzi, czy należą do gminy czy powiatu. Od 2001 roku Skarżysko wydało 6 milionów złotych na powiatowe ulice. Co do chodników – sa miejsca, gdzie czekamy na unijne pieniądze. Byłoby bezsensem budować teraz chodniki na przykład na ulicy Ponurego, skoro niedługo będzie tam budowana kanalizacja. Trzeba najpierw położyć rury, dopiero potem asfalt i chodniki.
*Unijne inwestycje w końcu ruszą?
-Ruszą. Wiosną rozpocznie się budowa na Dolnej Kamiennej i Osiedlu Place.
*Co deklaruje pan zrobić do końca kadencji?
-Ruszy budowa stu kilometrów kanalizacji. Będą inwestycje drogowe współfinansowane przez Unię. Zostanie uporządkowany teren przed dworcem kolejowym, zaczniemy budowę centrum miasta. Liczę, ze rozwiążemy ostatecznie sprawę Targowisk Miejskich, będzie modernizacja Miejskiego Centrum Kultury.
*Chór, do którego pan należy, dostanie nagrodę Powiatowe Dęby.
-Miło mi, że w 75 – lecie istnienia i 30 – lecie mojego śpiewania w chórze Sursum Corda zostaniemy tak uhonorowani. Odkąd jestem prezydentem, opuściłem się w próbach. Ale staram się uczestniczyć. Przygotowujemy już kolędy.
Mateusz Bolechowski
