Paryska 232A | Skarżysko-Kamienna +48 663 01 55 99 kontakt@skarzysko24.pl
- Reklama -
Image

Krajobraz przed wyborami



PiS pewny siebie i siły Gosiewskiego, PO czeka na przebudzenie Miodowicza, lewica poobijana i pozbawiona wyraźnego lidera, PSL unika sporów, ufne w swoją siłę w terenie, a niedobitki Samoobrony i LPR-u skrzykną się może podczas kampanii - tak wygląda świętokrzyska scena polityczna przed nieuchronnie zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi.



Przemysław Gosiewski prowadzi nieustającą kampanię wyborczą od lat. Teraz jako wicepremier ma ułatwione zadanie. I wykorzystuje swoją pozycję aż do granic... Chciałem napisać "przyzwoitości", ale tę już dawno przekroczył. W Warszawie jest trochę w cieniu, tu dzieli i rządzi na całego. Gdy przyjeżdża do Kielc, ma zarezerwowany czas w publicznych mediach. Wchodzi też do prywatnych stacji, nawet do nadającego wyłącznie przeboje radia. Jest na prawie każdej gminnej imprezie i odpuście. A jeśli już przybyć nie może, to list przyśle, który wójt z trybuny lub ksiądz proboszcz z ambony odczyta. A ludzie słuchają zadowoleni, że sam wicepremier o nich pamięta i się o nich troszczy.

Nikt mu się nie przeciwstawia, aby się przypadkiem nie narazić. Wszyscy więc nadskakują i słuchają kolejnych obietnic. Nie ma rzeczy i sumy, których Gosiewski nie byłby w stanie obiecać. Podczas ubiegłorocznej kampanii przed wyborami samorządowymi mówił, że "nasz region", jak to na każdym kroku podkreśla, otrzyma do 2013 roku 2 mld euro. Teraz ta kwota przekroczyła już 4 mld euro. Przed wyborami pewnie jeszcze wzrośnie.

Gosiewski chętnie "załatwia" i rozdaje miliony na prawo i lewo, najczęściej ustnymi obietnicami. Pewnie ma świadomość, że w najbliższym czasie nikt go z tego nie rozliczy. A jeśli już okaże się, że pieniędzy nie ma, to zawsze można winą obarczyć Komisję Europejską, że skąpa, albo gminę, że złożyła zły wniosek. I oczywiście winy Gosiewskiego w tym nie będzie...

Im bliżej Gosiewskiego, tym wyżej

Od roku nie jest on już formalnie przewodniczącym świętokrzyskiego PiS-u. Praktycznie decyduje jednak o wszystkim i bez niego działacze nie mogą nic zrobić. Na ostatniej naradzie mówił im wprost, że jeśli będą trzymać z nim, to wygrają. Niepotrzebnie, gdyż zdecydowana większość ma świadomość, że im bliżej wicepremiera, tym można wyżej sięgnąć. Przykładem kariera kieleckiej posłanki Haliny Olendzkiej, mistrzyni w przyklaskiwaniu i przytakiwaniu Gosiewskiemu. Podczas konferencji prasowej na początku kadencji posunęła się nawet do tego, że przypisała mu jako zasługę umieszczenie Świętokrzyskiego wśród pięciu regionów tzw. Polski wschodniej, które otrzymają dodatkową pomoc z UE.

Czyżby nie wiedziała, że znaleźliśmy się w tym gronie, bo jesteśmy biedni?

Gosiewski, choć nie przyczynił się, przynajmniej na razie, do tej naszej biedy, nie oponował. I wywindował Olendzką aż na stanowisko wiceminister pracy. Następną w kolejce po względy wicepremiera wydaje się posłanka Maria Zuba. Na razie jej wpływy sięgają jednak co najwyżej powiatu skarżyskiego, choć i tu wszystko musi uzgadniać z Gosiewskim. Politykiem też powiatowego co najwyżej formatu jest poseł Krzysztof Lipiec w Starachowicach. Niby rządzi i dzieli, ale Gosiewski nad wszystkim rękę trzyma. Niegdyś Lipiec miał większe ambicje, kiedy jednak w poprzednich wyborach znalazł się dopiero na siódmym miejscu listy kandydatów, już nie podskakuje. Pewnie teraz za wierność i pokorę podskoczy ze dwa-trzy miejsca w górę.

Gosiewski nie tylko podporządkował sobie świętokrzyski PiS. Swoją niezwykłą aktywnością - połączoną z bezczelnym często wykorzystywaniem politycznych wpływów - zdominował całą świętokrzyską scenę polityczną. Inni nasi politycy wyglądają przy Gosiewskim jak niewiele znaczące pionki. Zarówno ci z prawej, jak i lewej strony.


Miodowicz rzadko się ożywia

Poseł Konstanty Miodowicz, przewodniczący świętokrzyskiej PO, jak na razie ma tylko pretensje do Gosiewskiego, że ten przypisuje sobie zasługi innych. Zgłaszał je ostatnio na posiedzeniu komitetu, który ma wspierać budowę lotniska. Sam Miodowicz zasług innych sobie nie przypisuje i o swoich także nie mówi, co akurat nie dziwi.

Po poprzednich wyborach deklarował, że PO wyruszy w teren. Skończyło się na gadaniu. PO nie jest widoczna ani na wsi, ani w mieście. A Miodowicz praktycznie nie istnieje w życiu publicznym regionu. Ożywia się tylko, gdy jest atakowany za działalność przed kilkunastu laty w UOP-ie. Ostatnio zdarza się to jednak rzadko, ponieważ nawet PiS-owski minister, koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann o nim już zapomniał.

Miodowicz w ciągu tych ponad sześciu lat, kiedy rozpoczął działalność polityczną w Świętokrzyskiem, nie potrafił nawet dobrać sobie najbliższych współpracowników. Z Konradem Łęckim, na którego najpierw postawił, rozstał się po kompromitujących przepychankach. Teraz musiał pożegnać się z następcą Łęckiego - Zbigniewem Brzezińskim, którego pozbawił funkcji dyrektora biura.

A członkowie PO czekają na przebudzenie lidera. Biorąc pod uwagę aktywność i popularność, to nawet z pierwszego miejsca listy Miodowicz nie może być pewny zdobycia mandatu na kolejną kadencję w Sejmie, więc pewnie jakąś kampanię prowadził będzie. Już prowadzi swoją Zdzisław Wrzałka, wicemarszałek województwa, który jest bez wątpienia najbardziej aktywnym obecnie działaczem PO w regionie. Wyraźnie zdystansował drugiego do tej pory po Miodowiczu Krzysztofa Grzegorka, któremu "Super Express" wytknął, że należy do posłów, którzy najczęściej opuszczają posiedzenia Sejmu.



Szejna daleko zaszedł, ale w Brukseli

Chciał dorównać Gosiewskiemu europoseł Andrzej Szejna z SLD. Przypomnijmy, że założył konkurencyjny komitet na rzecz utworzenia uniwersytetu w Kielcach. Miał to być uniwersytet humanistyczno-techniczny, miał powstać z połączenia Akademii i Politechniki Świętokrzyskiej. Szejna poszedł więc dalej niż Gosiewski, który przewodzi komitetowi na rzecz uniwersytetu utworzonego tylko z AŚ. Daleko nie zaszedł, choć już nawet zbierano podpisy pod projektem stosownej ustawy.

Szejna jest szefem delegacji polskiej lewicy w Parlamencie Europejskim, ale w regionie przegrał rywalizację o przywództwo SLD z Henrykiem Milcarzem. Tego z kolei zdetronizował Sławomir Kopyciński. Wydawało się, że Kopyciński - młody człowiek - zdynamizuje partię. Nic jednak takiego się nie stało. Kopyciński zadowolony z tego, że został wiceprzewodniczącym sejmiku, zupełnie przysiadł.

Motorem świętokrzyskiej lewicy nie stał się też poseł Włodzimierz Stępień, który chyba nie wie, co to jest aktywność poselska. Najwyraźniej wystarcza mu poselska dieta

Do ogólnego, nijakiego poziomu na lewicy doszlusował również Robert Siejka, o czym świadczy chociażby jego postawa jako szefa klubu LiD w kieleckiej radzie miejskiej. Lewica wyprzedziła wprawdzie o jeden dzień PO, jeśli chodzi o wydanie oświadczenia w sprawie strajku MPK, ale stało się to dopiero tydzień po rozpoczęciu protestu.

W rozmowach z działaczami SLD słychać, że coraz bardziej tęsknią za silnym liderem, który pociągnąłby ich do przodu. Niektórzy żałują, że brakuje Henryka Długosza...




Jarubas nie chce się narazić

Za to działacze PSL-u za poprzednim swoim prezesem Alfredem Domagalskim raczej nie tęsknią. Młody marszałek Adam Jarubas jest zdecydowanie dynamiczniejszy. Stara się być na każdej imprezie, ale w przeciwieństwie do Gosiewskiego dużo nie obiecuje. Więcej robi także dla partyjnych kolegów, których poobsadzał, gdzie tylko się dało w urzędzie marszałkowskim i podlegających mu instytucjach. Ludowcy liczą, że Jarubas jako lider listy przysporzy im nawet 30 tys. głosów. Niewykluczone, bo w obecnym zacietrzewieniu, jakie dominuje w polityce, wyborcy mogą postawić na spokojnego człowieka, który niewiele i niezbyt głośno mówi, a także jak ognia unika wszelkich konfliktów.

Ale taka postawa może na dłuższą metę Jarubasowi zaszkodzić. Szczególnie, iż trudno się oprzeć wrażeniu, że to PiS zaczyna rozdawać karty w urzędzie marszałkowskim. Zgodził się np. na powołanie trzeciego zastępcy dyrektora szpitala wojewódzkiego, którego przez wiele lat nie potrzebowano i, jak mówi otwarcie obecny dyrektor, dalej nie potrzeba. Żałosne jest to, że dla potrzeby wsadzenia na stanowisko działacza PiS-u wymyślono mu zakres odpowiedzialności, do którego należy nadzór nad prosektorium. To najlepszy dowód, że w czasie kampanii wyborczej Jarubas może mieć problem z powściągnięciem ambicji członków zarządu województwa i twardą obroną własnych interesów.

Sam Jarubas wzbrania się przed kandydowaniem, by nie narazić się na zarzut, że jeszcze niewiele jako marszałek zrobił, a już posłem chce zostać. Zatem PSL może pójść do wyborów bez wyraźnego lidera. Może jednak liczyć na więcej niż dwa mandaty w wyborach.




Sułek zostaje "póki co"


Tym bardziej że groźna do niedawna konkurencja na wsi - Samoobrona - jest w rozsypce. Kolejni działacze opuszczają partię Andrzeja Leppera. W Świętokrzyskiem te odejścia odbywają się etapami. Jeszcze przed poprzednimi wyborami odeszli przeciwnicy Józefa Cepila, który przewodził wówczas świętokrzyskiej Samoobronie. W ubiegłym roku odeszli sam Cepil i jego najwięksi zwolennicy. Został skonfliktowany z nim poseł Leszek Sułek, ale nie wiadomo, czy wytrwa do wyborów. Mówi, że "póki co" zostaje w Samoobronie, ale co będzie dalej, to "życie pokaże".

Podziały w osłabionej mocno Samoobronie trwają nadal. Namaszczony przez Leppera na jej szefa w regionie Norbert Gross, mający co kilka miesięcy problemy ze zatrudnieniem, nie jest przez wszystkich uznawany. Przeciwstawia mu się m.in. Agnieszka Szlęk, radna sejmiku z Ponidzia.



LPR w regionie nie przejawia praktycznie żadnej aktywności. Szef struktur wojewódzkich tej partii Radosław Parda jest z Wrocławia i pewnie tam na dobre wróci. Jedyne, co go wiąże z naszym regionem, to głosy elektoratu Radia Maryja, dzięki któremu został posłem. Ale jak wiadomo, ojciec Rydzyk komu innemu teraz sekunduje.


Biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną w regionie, wybory w Świętokrzyskiem powinien wygrać pewnie PiS. Kampanię będzie mu robił w regionie nie tylko Gosiewski, ale także wszyscy ministrowie, a może i premier z prezydentem. Szansę na drugie miejsce ma PSL, zwycięzca wyborów samorządowych, partia o najsilniejszej pozycji i strukturach w terenie. O trzecie miejsce będą walczyć PO oraz LiD. Sukcesem Samoobrony będzie nawet jeden mandat. LPR może liczyć tylko na cud.

Jak jednak wiadomo, cuda się zdarzają. Jeszcze wiele się może w polityce do wyborów zdarzyć. A decydujący wpływ na wynik wyborów będą mieć nie lokalni szefowie partii, ale ich liderzy w Warszawie. Jeśli więc Kaczyński jeszcze bardziej narazi się wyborcom, to i Gosiewski niewiele wskóra, choćby nawet odbywał po 100 spotkań dziennie.


Janusz Kędracki






wikary

- Reklama -
dompogrzebowy_out.jpg
Najnowsze artykuły
Zaproszenia
- Reklama -
Dobre Fotki Mariusz Busiek
Ostatnio komentowane
Ostatnio popularne
    Na naszym Fecebooku
    Redakcja
    ul. Paryska 232A/3
    26-110 Skarżysko-Kamienna
    +48 663 01 55 99
    +48 508 12 72 16
    kontakt@skarzysko24.pl
    Nota prawna

    Wydawca portalu skarzysko24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i postów zamieszczanych przez użytkowników portalu. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

    Logowanie