91 lat temu...
11 listopada - Święto Niepodległości. Ktoś pomyśli - z dnia na dzień po 123 latach znów byliśmy wolnym narodem. Niestety, nie było aż tak łatwo ...
Data 11 listopada jest dosyć ogólnikowa. Dla Europy była datą zakończenia I wojny światowej - to tego dnia Niemcy ogłosiły kapitulację na froncie zachodnim. Dla narodu polskiego jest to data przekazania przez Radę Regencyjną władzy nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu. Należy też przypomnieć, że Rada Regencyjna niepodległość Polski ogłosiła juz ponad miesiąc wcześniej - 7 października 1918r. Niestety żadna z tych dat nie była wyznacznikiem Polski niepodległej. Jeszcze sporo polskiej krwi zostało przelanej w Powstaniu Wielkopolskim, w trzech Powstaniach Śląskich, jeszcze tylko odepchnęliśmy sowiecką nawałę w 1920r. i mogliśmy kilkanaście lat cieszyć się niepodległą Ojczyzną.



Jakiej daty nie uznalibyśmy za słuszną - jeden fakt jest niezaprzeczalny: chyba wszystkim nam odzyskanie niepodległości kojarzy się z Józefem Piłsudskim i Legionami. Musimy być wdzięczni tym ludziom. W narodzie, który ponad wiek był pod zaborami, który przeżył kilka nieudanych i skąpanych w krwi powstań, jak zawsze znaleźli się ludzie, którzy przypasali szablę, wzięli karabin i poszli w nieznane wywalczyć wolność, której nie znali. I może właśnie dlatego, że jej nie znali to tak bardzo jej pragnęli, że nie mogło być inaczej - Polska znów stała się Polską.
11 listopada jako narodowe Święto Niepodległości został ustanowiony dopiero 23 kwietnia 1937 roku, czyli tylko dwa razy zdążyli je obchodzić Polacy okresu międzywojennego. W czasach okupacji siłą rzeczy obchodzenie tego święta było niemożliwe, natomiast po wojnie w 1945 roku komuniści narzucili Polakom jako święto odrodzenia Polski dzień podpisania manifestu PKWN czyli 22 lipca.
15 lutego 1989 roku święto wróciło na swoje miejsce i tak to trwa do dnia dzisiejszego. I jeśli nie zapomnimy, że Polska zawsze musi być Polską, a my Polakami to trwać będzie zawsze. Wszystko zależy od nas.
Napisałem wyżej, że w czasie okupacji niemieckiej manifestowanie tego święta było niemożliwe, bo rzeczywiście tak chcieli Niemcy. Ale całkiem blisko nas 11 listopada 1943 był wolny skrawek Ojczyzny i byli ludzie, którzy pamiętali.
To wtedy na jednym ze szczytów Gór Świętokrzyskich - Szczytniaku miała miejsce msza św. odprawiona przez ks. Zygmunta Głowackiego "Jaskólskiego" dla skrawionych niedawną hitlerowską obławą, ale wciąż dumnych i wolnych żołnierzy Zgrupowań Armii Krajowej por."Ponurego". Pamiętali o Święcie Niepodległości bo o tą Niepodległość walczyli i za tą Niepodległość ginęli.I choć komuna chciałą wymazać to z kart historii - nie udało się.Dziś na Szczytniaku stoi pamiątkowa tablica, a ludzie pamiętają i jeszcze długo będą pamiętać.
Tak zapamiętał 11 listopada 1943r. honorowy obywatel naszego miasta, gen.Antoni Heda "Szary":
"Mój oddział występował jako IV Zgrupowanie. Zameldowałem się "Ponuremu". Nastąpiło serdeczne przywitanie."Ponury" gratulował mi nowego oddziału, który prezentował się doskonale. [...]
Msza św. polowa odprawiona została przez ks. kapelana "Jaskólskiego" w rejonie Szczytniaka.Wśród jodeł i bezlistnych buków, pod wysokim brzozowym krzyżem, z dala od siedzib ludzkich - zgromadzilismy się, by w rocznicę odzyskania niepodległości wznosić modły do Boga Najwyższego - my, tej niepodległej pozbawieni. Kazanie ks. "Jaskólskiego" było płomienne, budziło nadzieje i głęboką wiarę w sens naszej walki. Równie płomiennie przemawiał później po mszy św. komendant "Ponury", podnosząc wszystkich na duchu. Nastrój był niezły, wieści dochodziły coraz pomyślniejsze, front niemiecki się łamał.


Spodziewaliśmy się rychłego końca wojny. W swoim przemówieniu "Ponury" ostrzegał jednak przed czekającymi nas jeszcze trudnościami, mając na myśli zwycięskie posuwanie się naprzód naszego wschodniego ,,sojusznika"...
M.Gruszczyński

Data 11 listopada jest dosyć ogólnikowa. Dla Europy była datą zakończenia I wojny światowej - to tego dnia Niemcy ogłosiły kapitulację na froncie zachodnim. Dla narodu polskiego jest to data przekazania przez Radę Regencyjną władzy nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu. Należy też przypomnieć, że Rada Regencyjna niepodległość Polski ogłosiła juz ponad miesiąc wcześniej - 7 października 1918r. Niestety żadna z tych dat nie była wyznacznikiem Polski niepodległej. Jeszcze sporo polskiej krwi zostało przelanej w Powstaniu Wielkopolskim, w trzech Powstaniach Śląskich, jeszcze tylko odepchnęliśmy sowiecką nawałę w 1920r. i mogliśmy kilkanaście lat cieszyć się niepodległą Ojczyzną.



11 listopada jako narodowe Święto Niepodległości został ustanowiony dopiero 23 kwietnia 1937 roku, czyli tylko dwa razy zdążyli je obchodzić Polacy okresu międzywojennego. W czasach okupacji siłą rzeczy obchodzenie tego święta było niemożliwe, natomiast po wojnie w 1945 roku komuniści narzucili Polakom jako święto odrodzenia Polski dzień podpisania manifestu PKWN czyli 22 lipca.
15 lutego 1989 roku święto wróciło na swoje miejsce i tak to trwa do dnia dzisiejszego. I jeśli nie zapomnimy, że Polska zawsze musi być Polską, a my Polakami to trwać będzie zawsze. Wszystko zależy od nas.
Napisałem wyżej, że w czasie okupacji niemieckiej manifestowanie tego święta było niemożliwe, bo rzeczywiście tak chcieli Niemcy. Ale całkiem blisko nas 11 listopada 1943 był wolny skrawek Ojczyzny i byli ludzie, którzy pamiętali.
To wtedy na jednym ze szczytów Gór Świętokrzyskich - Szczytniaku miała miejsce msza św. odprawiona przez ks. Zygmunta Głowackiego "Jaskólskiego" dla skrawionych niedawną hitlerowską obławą, ale wciąż dumnych i wolnych żołnierzy Zgrupowań Armii Krajowej por."Ponurego". Pamiętali o Święcie Niepodległości bo o tą Niepodległość walczyli i za tą Niepodległość ginęli.I choć komuna chciałą wymazać to z kart historii - nie udało się.Dziś na Szczytniaku stoi pamiątkowa tablica, a ludzie pamiętają i jeszcze długo będą pamiętać.
Tak zapamiętał 11 listopada 1943r. honorowy obywatel naszego miasta, gen.Antoni Heda "Szary":
"Mój oddział występował jako IV Zgrupowanie. Zameldowałem się "Ponuremu". Nastąpiło serdeczne przywitanie."Ponury" gratulował mi nowego oddziału, który prezentował się doskonale. [...]
Msza św. polowa odprawiona została przez ks. kapelana "Jaskólskiego" w rejonie Szczytniaka.Wśród jodeł i bezlistnych buków, pod wysokim brzozowym krzyżem, z dala od siedzib ludzkich - zgromadzilismy się, by w rocznicę odzyskania niepodległości wznosić modły do Boga Najwyższego - my, tej niepodległej pozbawieni. Kazanie ks. "Jaskólskiego" było płomienne, budziło nadzieje i głęboką wiarę w sens naszej walki. Równie płomiennie przemawiał później po mszy św. komendant "Ponury", podnosząc wszystkich na duchu. Nastrój był niezły, wieści dochodziły coraz pomyślniejsze, front niemiecki się łamał.


M.Gruszczyński












skomentowany przez: wert
skomentowany przez: zorientowana
skomentowany przez: Mały Bezrobotny
skomentowany przez: Murzynek Rambo
skomentowany przez: Marta1